wtorek, 22 grudnia 2015

Rozdział 6

Oparłam obie dłonie na szybie i pochyliłam głowę, głośno wciągając powietrze przez usta. Nienawidziłam bezradności i kruchości swojego ciała równie mocno jak siły i niezniszczalności demonów. Byłam przy nich nikim, mimo że próbowałam udawać niewzruszoną i obojętną . Byłam nikim. Nie potrafiłam nawet zrozumieć podstawowych zasad rządzących moim życiem. Dlaczego moja rodzina i ja do niedawna byliśmy nietykalni? Kiedy przestałam być chroniona przed demonami przez siłę wyższą? Dlaczego Damien zawarł ze mną pakt, choć wiedział, że byłam już na skraju załamania i w każdej chwili mógł mnie ściągnąć do Piekła, nie dając nic w zamian?
Po raz kolejny podniosłam wzrok  i wtedy na moja twarz padł ostatni promień zachodzącego słońca, wywołując z dalekiej pamięci obraz, znak, nie wiedziałam jak dokładnie określić, to co widziałam. Właściwe słowo, samo przyszło mi do głowy — Pieczęć.
Przerażona samą tą możliwością, gwałtownie zacisnęłam powieki, przerywając wizję. Leżałam teraz na podłodze koło okna, słońce już prawie zupełnie zaszło. Dolną wargę miałam jeszcze mocniej opuchniętą niż wcześniej, musiałam solidnie walnąć twarzą w szybę, kiedy wpadłam w trans. Podciągnęłam się na rękach i oparłam placami o ścianę. Musiałam szybko zebrać  myśli.
Niewiele wiedziałam o pieczęciach. Musiałam ostrożnie wypytać o wszystko Damiena, jednak wątpiłam, czy udałoby mi się to zrobić na tyle delikatnie, by nie wzbudzić jego podejrzeń. A może akurat, gdybym wszystko mu opowiedziała, wyciągnąłby z tego jakiś przydatny dla nas obojga wniosek...  Niestety nie pamiętałam dokładnie znaku. Jedynym wyjściem było ponowne wprowadzenie się w trans, a nie byłam pewna, że to mi się uda.
Mruknęłam pod nosem kilka gorszych przekleństw z mojego dość bogatego słownika i zanim zdążyłam dokładniej wszystko przemyśleć i zmienić zdanie, ponownie przywołałam ostatni promień słońca, który mnie wtedy oślepił. Postępowałam instynktownie, całkowicie wyłączyłam myślenie i, o dziwo, podziałało.
Ujrzałam czarny krąg na tle ciemnego ognia, a potem powoli zaczęła pojawiać się Pieczęć. Wyglądało to, jakby rysował ją wielki, niewidzialny długopis. Zapamiętale śledziłam każdy ruch, nie zważając na ogarniające mnie bardzo szybko zmęczenie. W końcu ujrzałam znak w całości. Cztery krzyżujące się w różnych miejscach i pod różnymi kątami kreski. Niby nic nadzwyczajnego, ale symbol bardzo mocno wkuł się w mój umysł, niemal sprawiając mi ból. Na sekundę rozmył się, potem pomniejszył i przesunął się na zewnętrzna stronę kręgu. Wiedziałam, że to już koniec. Pieczęć ujawniła się, jednak nadal nie wiedziałam, co to oznacza dla mnie. Nie miałam już dzisiaj rozwikłać tej zagadki, ponieważ mój wyczerpany do granic możliwości umysł osunął się w przepaść.

Zostawiłam rodzicom kartkę, że wychodzę do szkoły wcześniej i, jak tylko trochę się przejaśniło, wybiegłam z domu. Zamknięta w czterech ścianach, czułam się osaczona. Miałam wrażenie, że emocje napierają na mnie ze wszystkich stron i nie mogłam zebrać myśli.
Z moich ust wydobywały się obłoczki pary, a powietrze nieogrzane jeszcze przez wschodzące słońce próbowało przedrzeć się przez gruby materiał bluzy i ochłodzić moje i tak zmarznięte ciało. Taki świt lubiłam najbardziej. Usiadłam na ławeczce przy drodze i przymknęłam na chwilę powieki.
— Mogę się przysiąść? — odezwał się ktoś tuż obok mnie. Przestraszona aż podskoczyłam, nie słyszałam, żeby ktoś się zbliżał. Odruchowo ogarnęłam umysłem najbliższy teren, ale nie wyczułam wyraźnej aktywności demonów, jedynie cień ich działań z minionej nocy.
Podniosłam wzrok na stojącą przede mną osobę. Była to młoda dziewczyna, może kilka lat ode mnie starsza. Miała długie jasne włosy i niebieskie oczy. Od razu przeszło mi przez myśl, że może być aniołem, ale dostrzegłszy bliznę na jej odsłoniętej szyi, uzyskałam pewność, że jest stuprocentowym człowiekiem. Powoli kiwnęłam głową i obserwowałam, jak siada, poprawiając krótką ciemną spódniczkę.
— Ciężka noc — westchnęła. — A czeka mnie jeszcze cięższy poranek.
Pokiwałam głową, zgadzając się z nią w zupełności.
— Co tu robisz o tak wczesnej porze? — zapytała, wygodniej usadawiając się na twardych deskach.
— Myślę — odparłam krótko. Mój głos zabrzmiał dziwnie ochryple, nawet dla mnie samej. — A ty?
Dziewczyna przetarła twarz dłońmi, rozmazując tym samym starannie wykonany makijaż. Naprawdę wyglądała na wykończoną.
— Wracam z pracy. Pracuję jako kelnerka w barze tuż za rogiem.
Miałam wrażenie, że dziewczyna zaraz zaśnie na tej ławeczce. Wyciągnęła długie nogi przed siebie i poprawiła czapkę na głowie.
— A za parę godzin muszę być w szkole — mruknęła. — Wiesz, że chodzimy do tej samej szkoły? Kilka razy widziałam cię na korytarzu. Wątpię, że mnie kojarzysz, bo zawsze chodzisz ze spuszczona głową i kapturem naciągniętym na twarz — paplała jak najęta. — Do wczoraj nie wiedziałam nawet, jak masz na imię. Ale twoje wyjście z Damieniem zrobiło niemałą furorę. Kto by pomyślał, że taka szara myszka jak ty sprzątnie laskom sprzed nosa takiego przystojniaka...
Prychnęłam pod nosem, rozbawiana jej monologiem. Dziewczyna była szczera aż do bólu, nie przejmowała się tym, co mogę o niej pomyśleć, prawdopodobnie miała już niejednego wroga.
— A tak w ogóle to jestem Diana. — Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zerwała się na równe nogi i pociągnęła mnie za sobą. — Chodźmy do mnie na kawę.
Wbiłam pięty w ziemię, zatrzymując jej zapędy.
— Powinnaś chyba zdrzemnąć się przed szkołą — zaoponowałam.
Zbyła to machnięciem ręki i wytłumaczyła, że do zanim poszła do pracy zdążyła się zdrzemnąć przepisowe sześć godzin. Nim przeszliśmy dwieście metrów dzielących nas od jej domu, zdążyłam dowiedzieć się, że pół roku temu w wypadku zmarł jej ojciec, a brat został ciężko ranny i teraz potrzebuje rehabilitacji. I mimo że jej mama nieźle zarabia, Diana nie chce obciążać jej dodatkowymi kosztami, więc znalazła sobie pracę na pół etatu. Kasy starcza jej na wszystkie wydatki, a dwie czy trzy stówki podrzuca mamie, żeby i jej było łatwiej. Patrząc na nią z boku, nikt nie pomyślałby, że w tym wysokim, szczupłym ciele kryje się tak wielkie serce. Po raz kolejny rozważyłam, czy ona nie jest aniołem. Mnie nigdy nie byłoby pewnie stać na taki gest. Swoim rodzicom potrafiłam przysparzać jedynie kłopotów. Zagłuszyłam swoje sumienie cichym prychnięciem. Byłam jaka byłam, już za późno, aby całkowicie zmieniać swoje życie, nie zostało mi zbyt wiele czasu. Teraz przyszła pora, żeby skorzystać ze wszystkiego, co przez te siedemnaście lat nie zostało mi dane. Jedną z tych rzeczy była rozmowa z innym człowiekiem. I o dziwo zrobiłam to bez pomocy Damiena, zupełnie sama. W głębi duszy wiedziałam, że nie było w tym żadnej mojej zasługi, ale ta chwilowa duma podobała mi się.
Następne trzy godziny spędziłam, wysłuchując nowości ze świata, który zupełnie mnie nie dotyczył i którego wcale nie znałam. W przytulnej, kuchni Diany, popijając parującą kawę, żałowałam, że wcześniej nie potrafiłam się otworzyć. Wszystko wydawało się takie zwyczajne i swojskie. Czułam się, jakbym wracała do domu po długiej nieobecności, jakbym dopiero teraz wróciła z Piekła. Ludzie wcale nie mieli ostrych kłów i rozdwojonych języków. To tylko maski, chroniące ich przed światem, za taką samą maską ja również skrywałam swoje prawdziwe oblicze, jednak przed wrogiem znacznie groźniejszym niż zazdrosna koleżanka czy zdradzony chłopak.
Nawet nie zauważyłam, kiedy ten czas zleciał i musiałyśmy wychodzić do szkoły.
— Wcale nie jesteś taka zła, jak mówią — oznajmiła niespodziewanie Diana i  szczelniej owinęła szyję szalikiem. — Trochę stuknięta, ale całkiem spoko. Tylko musisz nauczyć się śmiać, a nie prychać jak koń.
Znieruchomiałam.
— Naprawdę prycham jak koń? — Od kiedy zaczęło mnie obchodzić zdanie innych?
— Troszeczkę...
Wzruszyłam ramionami i przyśpieszyłam kroku, tłumacząc, że się, że nie zdążymy na autobus. Odkąd wyszłyśmy, co chwila natykałam się umysłem na demoniczne energię, ktoś wyraźnie za nami szedł i nawet wiedziałam kto. Był coraz bliżej, a ja starałam się przyśpieszać. Niestety nie mogłam zostawić w tyle Diany. Błagałam w duchu, żeby sobie poszła, żeby odwróciła się ode mnie, obraziła i nigdy więcej do mnie nie odezwała, ale ona nie należała do osób, których łatwo można się pozbyć. Ciągnęłam ją więc za sobą, mimo protestów, ale i tak wiedziałam, że jesteśmy na straconej pozycji.
— Witam drogie panie, może podwieźć. — O nie...
Diana gwałtownie zatrzymała się i chwyciła mnie za ramię, omal mnie przy tym nie przewracając.
— Hej, Jack! — zaszczebiotała. — Widzę, że dorobiłeś się niezłego auta.
Chcąc nie chcąc, obrzuciłam pogardliwym spojrzeniem lśniący czarny lakier i jaskrawoczerwone kołpaki.
— Podryw na BMW? — zapytałam z politowaniem. — Naprawdę, nie stać cię na nic lepszego?
Diana boleśnie wbiła mi łokieć w żebra i, o ironio, obdarzyła tego diabła rozanielonym uśmiechem.
— Kaya boi się, że nie zdążymy na autobus, więc z chęcią skorzystamy z twojej propozycji.
Nie, nie, nie, nie, nie, nie ma mowy. Sama sobie idiotko wsiadaj do tego auta, ja nie chce mieć nic wspólnego z tym kretynem i jego urażoną demoniczną dumą. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Diana wpakowała się już do samochodu. Ludzie byli jednak tak samo durni, za jakich uważałam. Odwróciłam się na pięcie z zamiarem odejścia i rzucenia wszystkiego w pizdu. Jednak kątem oka zobaczyłam jak Jack oblizuje się, patrząc drapieżnym wzrokiem na Dianę. No kurwa! Zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i wejście do samochodu. Niby proste czynności, ale ode mnie wymagały więcej energii i samozaparcia niż przebiegnięcie maratonu.
Demon  ruszył z piskiem opon, a dziewczyna znów rozpoczęła bezsensowną paplaninę. Już nigdy nie będę próbowała nawiązać żadnej relacji z jakimkolwiek człowiekiem, przysięgam. Ludzie to imbecyle pchający się bez potrzeby w paszczę lwa, ja byłam tego doskonałym przykładem.
— I jak, Kayo, udała się randka z Damienem? — Wzdrygnęłam się, słysząc głos demona.
Diana zamilkła w oczekiwaniu na nowe sensacje.
— Mogło być lepiej — palnęłam. — Mam wrażenie, że opłaci mi się znajomość z nim.
Obscenicznie podciągnęłam rękaw bluzy, odsłaniając symbol wytatuowany na moim nadgarstku.
Samochodem gwałtownie szarpnęło, kiedy Jack nagle skręcił kierownicą, aby uniknąć wpadnięcia pod koła autobusu.
— Dziwka... — wysapał ledwie słyszalnym głosem.
— Słucham? — zapytała z wyrzutem Diana.
Roześmiałam się złośliwie, chuchnęłam na znak i nasunęłam na niego rękaw. 
Nie widziałam twarzy Jacka, ale byłam pewna, że zaciska szczęki, próbując pohamować złość. Jego palce aż zbielały od kurczowego trzymania kierownicy. Warto było tyle przejść, aby widzieć demona na skraju wytrzymałości. W samochodzie panowała całkowita cisza, atmosfera była tak gęsta, że mogłabym ją kroić nożem. Czułam się cudownie. Dopóki Jack nie wykonał jednego, prostego, nieszkodliwego gestu; położył dłoń na kolanie Diany, a ona nie zaprotestowała. Już wiedziałam. To ona będzie narzędziem zemsty, to nią posłuży się, aby mnie zranić. Ale ja nie dam się tak łatwo złamać. Miałam teraz broń, znacznie silniejszą, niż niektórzy mogliby przypuszczać. Miałam demona na usługi i to bardzo silnego demona.

— Idziesz dzisiaj na imprezę do Clare, prawda? — Diana dogoniła mnie na korytarzu po ostatniej lekcji.
— Nie bardzo... — mruknęłam niechętnie.
Dziewczyna zatrzymała się gwałtownie i złapała mnie za ramię, zmuszając do odwrócenia się w jej stronę.
— Przecież wszyscy tam będą.
— Widocznie nie wszyscy.
Nie chciałam z nią dyskutować na ten temat, ale ona ruszyła za mną i zaczęła wymieniać listę osób, które zagwarantowały przybycie. Wymieniała kolejne nazwiska tonem świadczącym o tym, że powinnam znać ludzi, do których należą. Nie miałam zamiaru wyprowadzać jej z błędu.
— Nawet Damien obiecał, że przyjdzie. — To był jej ostateczny argument.
— Jakoś nie za bardzo mnie interesuje, co będzie robił Damien — burknęłam w odpowiedzi. Kim ja niby byłam, żeby obchodziło nie to, co on robi i z kim się spotyka? W ostatniej chwili powstrzymałam się przed dodaniem, że Damiena nie będzie, bo o szesnastej ma być u mnie. Nie wiedziałam, jak zareagowałaby na taką wiadomość i nie byłam też do końca pewna planów tego przeklętego demona. Poza tym od kiedy to ja się przed kimkolwiek tłumaczę?
— To wy nie jesteście parą? — gdybym miała cokolwiek w ustach, najpewniej bym to wypluła. Aż zrobiło mi się niedobrze. Ja i demon? Ludzie chyba są jeszcze głupsi i bardziej ślepi niż podejrzewałam. Pozostawiłam słowa Diany bez komentarza i przyśpieszyłam kroku, zostawiając ją w tyle. Nie biegła za mną. Kątem oka zauważyła, że wzruszyła tylko niedbale ramionami i posłała mi delikatny uśmiech. Kiedy po kilku sekundach odwróciłam się, ona już rozmawiała z kolejną dziewczyną. Patrząc na jej zamaszyste gesty, domyśliłam się, że opisuje jakąś część garderoby.
Prychnęłam pod nosem. Wiele bym dała, żeby umieć rozmawiać o takich błahostkach, żeby umieć rozmawiać o czymkolwiek. Niestety, prawda była taka, że zbyt długo stroniłam od ludzi i nie było nawet najmniejszej szansy, żeby zmienić swoje przyzwyczajenia w ciągu tych dwóch tygodni, które mi pozostały. Dzisiaj i tak spędziłam więcej czasu z innym człowiekiem niż kiedykolwiek przez ostatnie dwanaście lat. To było ogromny sukces, byłam nawet w pewien specyficzny sposób z siebie dumna.

Następnym moim celem było łóżko. Może uda mi się w końcu chociaż przespać przed spotkaniem z Damienem. 



Witam po bardzo długim czasie. Przybywam z kolejnym rozdziałem i nowym szablonem. Przy okazji życzę wszystkim Wesołych Świąt